bieganie - week 2

Bieganie – tydzień 2

To był ciężki tydzień. Sporo spraw. Naprawdę intensywny czas. Biegałem trzy razy, czyli tak jak sobie zaplanowałem, mimo tego, że warunki w pierwszej części tygodnia nie były zbyt sprzyjające. W poniedziałek był straszny ziąb, we wtorek praktycznie przez całą trasę bolał mnie brzuch. Mam trochę problem z posiłkami przed wybiegiem. Czasem wydaje mi się, że czuję się ok i biegnę na głodnego, co nie jest najlepszym pomysłem, o czym przekonałem się właśnie we wtorek. Ale nic to. Jakoś to usystematyzuję. W piątek natomiast pogoda była super i jak najbardziej z niej skorzystałem bijąc rekord kilometrowy tego roku. Było to możliwe dlatego, że nie podpaliłem się na początku i trochę zmniejszyłem prędkość. Miałem kryzys w okolicach czwartego kilometra, bo zwykle był to moment kiedy kończyłem swój bieg, a tu wiedziałem, że jeszcze trochę chcę pobiec. Po 5 kilometrze zrobiło mi się jakoś tak lżej w nogach i czułem, że jeszcze mógłbym biec przez kilka kilometrów, ale też nie chciałem przesadzić, mają na uwadze i niestety od czasu do czasu czując lewe kolano. Dzisiaj odpoczynek, a wieczorem koncert Pana, który towarzyszył mi na słuchawkach przez cały tydzień. „Zeus – Jest Super”, a po nim Ten Typ Mes. Będzie się działo. Piona!

3 comments

    1. Nie, nie na głucho. Ciężko by było:)

      Koncerty bardzo pozytywnie, zespoły były, inne brzmienie, ale fajne. Nie dałem rady się dobić do Artysty, za to chyba widziałem czyjegoś kuzyna;)

      Pierwszy raz byłem na koncercie Zeusa, wymiata Ziom.

  1. Ja mile Dzeusem byłem zaskoczony na ostaniej hiphop fieście w kwadracie (w sensie ostatniej na ktoej bylem)- grał jako przedskoczek, bardzo fajna energia przy mr andegrand naprzykład

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *