coś za coś

Coś za coś

Coś miłego. Często tak mam, że jak chcę zrobić coś leniwego, to rusza mnie sumienie.

„Ej, gościu, nie powinieneś zrobić coś bardziej pożytecznego?”

Myślałem, że to źle. Że ten perfekcjonizm znowu zadaje cios, po którym ciężko się podnieść. Ale tak myślę, myślę i w sumie doszedłem do wniosku, że nic bardziej mylnego. Owszem, są sytuacje, kiedy trzeba definitywnie zagłuszyć ten głos. Jednak w większości przypadków nie jest on wcale taki zły. Bo gdy wiem, że będę robił coś, na co mam ochotę, wyrównuję to czymś na co mam mniejszą, albo w ogóle jej nie mam. Ta druga kategoria rzeczy zwykle wiąże się z rozwojem w jakiejś tam dziedzinie. I to jest fajne. W końcu zrobię coś, co mi sprawi frajdę, przed czym chwilę się pomęczę, ale summa summarum i tak wyjdę na duży plus.

Polecam zasadę nagrody. Zrobisz, coś, do czego nie mogłeś się ostatnio zabrać? Elegancko. Teraz masz nagrodę. Coś przyjemnego. Jeśli stanie się to nawykiem, można ogarnąć naprawdę wiele rzeczy, które były kulami u nogi.

One comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *