little-green-man-819850_1280

Jesteś kozakiem?

Nie jestem konformistą. Przynajmniej tak mi się wydaje. Nie mam gdzieś wszystkich zasad. Po prostu zdarza mi się myśleć, a często ślepe przestrzeganie wszystkich reguł to myślenie zabija. Ale nie o tym. Jest jedna zasada, której przestrzegam w dziewięćdziesięciu procentach przypadków. Chodzi o sygnalizację świetlną. Nie wiem gdzie leży powód, ale bywam mocno zirytowany jak ktoś przechodzi na czerwonym świetle. Nie, nie w nocy jak nic nie jedzie, a miasto wydaje hajs na włączone światła. W dzień, jak jeżdżą tramwaje, masa samochodów, a na światłach ludzie mierzą się wzrokiem, oceniając kto jest na tyle odważny, żeby przejść na czerwonym lub przebiec przez tory. Śmiejcie się, ale tak to czasem odbieram. Patrzę na takiego delikwenta obczajającego czy na pewno zmieści się między jednym samochodem a drugim, lub przeciągającego postój tramwaju na przystanku, bo zachciało mu się jeszcze wcisnąć na tory i próbuję odgadnąć jego myśli. Teoretycznie powinienem mieć to gdzieś, jednak to zjawisko praktycznie zawsze przykuwa mój wzrok i mózg. Zastanawiam się czy rzeczywiście te kilka sekund ma dla nich takie znaczenie. I czy nie żałowali by jakby jednak nie zdążyli.

Zauważam też, że przechodzący na czerwonym dzielą się na dwa obozy. Typ macho w stylu – ‚ja tego nie zrobię?’, ‚przecież nie będę czekał na światłach jak nic nie jedzie’ i ‚niech patrzą i podziwiają jak to się robi’. Drugi typ to ludzie, którzy niby wiedzą co robią, ale szukają wzrokiem aprobaty u innych, często jej nie znajdując. I dobrze. Oczywiście zdarzają się też ludzie po prostu gdzieś się śpieszący, jednak nigdy nie wykonałem statystyk ile ich może być. Tak czy siak, to ich nie usprawiedliwia.

Przypadek przechodzenia na czerwonym świetle jest również dobrym przykładem w jaki sposób ludzie myślą. Jak Ci się śpieszy, masz czerwone, a na pasy przed Tobą wskoczy bezdomny, tudzież jakiś dresik, będziesz się zastanawiać i prawdopodobnie nie podejmiesz życiowej decyzji i przegrasz życie, spóźniając się na tramwaj. Jeśli natomiast przed Tobą przebiegnie na czerwonym jakiś elegancki biznesmen, tudzież popularny bloger, to wtedy prawdopodobnie podobnych dylematów mieć nie będziesz. To pewnie jakoś się nazywa i jestem więcej niż pewien, że nie zawsze się sprawdza, natomiast niezależnie od tego czy Twoje życie wisi na włosku, bo Twój autobus właśnie podjechał, czy chcesz zaimponować dziewczynie z drugiej strony pasów, pomyśl czasem o sobie jako o wzorze do naśladowania. Niekoniecznie dla dzieci. Dla ludzi. Po prostu. Oni paczą. Jeśli natomiast wiesz, że Twoje życie zależy od tego tramwaju i musisz na niego zdążyć, piernicz czerwone. Pokaż, że jesteś kozakiem. Przecież nie mogłeś wyjść 5 minut wcześniej.

6 comments

  1. Ciekawy temat, sam staram się przestrzegać świateł.
    A co myślisz o południowcach w tej kwestii?:) Np. Hiszpanie, Włosi z tego co zauważyłem na światła za bardzo uwagi nie zwracają. Taka ich natura?

    1. To też musi z czegoś wynikać. Może właśnie pierwsze pokolenie miało gdzieś światła. Dzieci patrzyły, uczyły się. A teraz te dzieci i ich dzieci olewają światła równo. No chyba, że nieprzestrzeganie zasad ruchu drogowego mają w genach. Mimo całego uroku południowców nie chciałbym takich nawyków przenosić do nas.

      1. No jest to ciekawe, troche tak jakby traktowali światła tylko jako ostrzeżenie, a nie jako przepis, do którego musza sie stosować. Dostosowali przepisy pod siebie, swoj styl bycia. I nie mowie, ze to w 100% prawidłowe, bo we Włoszech by mnie kiedyś przejachal na moim zielonym świetle (tu akurat przykład kierowców nieprzestrzegających świateł). Tak wiec nie jest to problem wyłącznie od strony przechodniów. Tyczy sie to także kierowców, którzy chcą „zdążyć na żółtym”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *