beach-688398_1280

Pobiegowe przemyślenia

Tekst miał zostać dodany wczoraj, ale z różnych względów tak się nie stało, więc wszystko co poniżej jest przeterminowane jeden dzień. Co nie znaczy, że niezgodne z prawdą.

Czuję ulgę i radość, mimo iż nogi dają o sobie znać. Naprawdę. Może trochę przesadzam, ale bardzo się cieszę z ukończonego półmaratonu. Tak jakby dodaje mi on sił. Jak pomyślę sobie, że tyle razy mogłem zrezygnować, a tego nie zrobiłem, to buzia sama mi się uśmiecha.

W ostatnim wpisie wspomniałem o kolejnych celach. Muszę przyznać, że trochę ich jest, natomiast nie do końca można je zmierzyć. Kilka z nich oczywiście jest związanych ze sportem. Inne z rozwojem zawodowym. Jeszcze inne z  niemniej ważnymi sprawami. Wszystkie one mają swoje priorytety. I tu napiszę czego bym nie chciał. Nie chciałbym wziąć na siebie zbyt wiele. Jest to o tyle ciekawe, że z drugiej strony bardzo nie chciałbym osiąść na laurach i się obijać. Nie chciałbym pomylić priorytetów i skupić się na czymś, co w danym momencie jest nieistotne. Bo o tym dowiadujemy się zwykle po fakcie.

Jestem słabym blogerem, bo z jednej strony chcę coś napisać, a z drugiej wydaje mi się to zbyt prywatne. Wiele tekstów, zdań, podsumowań mogło i może być  dużo ciekawsze, ale zdecydowałem, że nie będę poruszał niektórych tematów. Stąd dużo ogólników, uogólnień, skrótów myślowych. Ludzie lubią prywatę, smaczki, życie innych, dlatego trochę strzelam sobie w kolano. Ale nigdy nie pisałem, że ten blog jest dla czytelników. Jeśli jednak jest dla mnie, to w takim razie po co robić sobie sztuczne minimalne limity ilości tekstów itp.? Tylko dla ćwiczenia wytrwałości, motywacji i systematyczności? A może już zdałem ten test?

Wszystkie powyższe argumenty wiążą się ze zmianą. Tylko jeszcze nie wiem jaką.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *