Półmaraton

Półmaraton – cel zrealizowany !

Dzień przed półmaratonem, sobota, 8:27

Trochę mi szkoda, że nie będę w pełni sił. Z drugiej strony się cieszę, że nie czuję się już tak źle jak we wtorek lub środę. Wtedy to znowu nie wiadomo skąd złapałem jakieś choróbsko.  Jeszcze niedawno podchodziłem do tego dnia bardzo ambicjonalnie. Że muszę, że tyle miesięcy nie może pójść na marne. Owszem, jest to swego rodzaju punkt przełomowy, ale nie ma co się zabijać. Na początku tak zwanych przygotowań wymarzyłem sobie wynik poniżej dwóch godzin. Przed chorobą celowałem w czas poniżej 1:50 h. Teraz myślę, że optymalnie będzie wystartować za balonikami na 1:59 i zobaczymy jak się będę w czuł w trakcie. Cieszę się na ten start. Jak dobiegnę i dostanę ten symboliczny medal to poczuję, że zrealizowałem kolejny życiowy cel. Super uczucie.

Dzień zawodów, niedziela, 19:36

 1:53:45! Niesamowicie się cieszę, że to zrobiłem  i że jest już po.

Biorąc po uwagę fakt, że kilka dni temu w ogóle zastanawiałem się czy wystartuję, to ten wynik mogę uznać na niemały sukces. Na ten dzień, po prostu dałem z siebie wszystko. Może popełniłem kilka błędów, ale nie ma to już znaczenia. Nigdy nie ukrywałem, że był to cel jednorazowy. Nie zarzekam się, że nigdy już nie wystartuję w zawodach, natomiast na pewno nie będzie to w najbliższym czasie. Stąd też poniekąd moja radość, bo skreśliłem kolejny punkt na mojej liście celów i już cieszę się na kolejne. Inny temat, i to może być trochę zaskoczenie, ale miałem naprawdę ciężkie momenty w trakcie tych kilku miesięcy przygotowań. Kilka razy poważnie chorowałem. To co wypracowałem musiałem nie raz odbudowywać. Mimo tego, że wiele w moim życiu się wydarzyło, to bieganie zawsze było gdzieś z przodu. Nie chcę napisać, że było balastem, ale wydaje mi się, że gdyby nie ten cel, jakim był półmaraton, to normalnie zrezygnowałbym z treningów. I ostatnia rzecz. Trochę mocna. Długie wybiegi po prostu mnie nudziły. Nie raz chciałem odpuścić. Nie z powodu braku siły, czy wydolności, ale z nudów. Dużo bardziej lubiłem biegi krótsze, szybsze, gdzie nie traciłem aż ponad dwóch godzin na rozciąganie i trening. Możliwe, że z tego właśnie powodu, jeśli wrócę do biegania, to na pewno do krótszych dystansów, typu 5 czy 10 kilometrów.

Kilka słów o dziesiejszym biegu. Z tego względu, że był to mój pierwszy oficjalny bieg, to będzie to opis totalnie amatorski. Ogólnie jest to bardzo dobrze zorganizowana impreza. Cała masa pomocnych ludzi, dobrze zorganizowane biuro zawodów, depozyty, dobre oznaczenia, woda, cukier. Nie pamiętam wszystkiego, ale byłem naprawdę pozytywnie zaskoczony. Jedyne do czego można się przyczepić to tłumy, których na takich zawodach nie można uniknąć. Momentami ciężko było biec swoim tempem, bo z każdej strony ktoś biegł, a droga nie była bardzo szeroka. Ale to jest szczegół. Trasa była bardzo ładna i ogromnie ciekawa, nie tylko dla niemieszkających w Krakowie.

Kończę, bo czeka kupa rzeczy, które same się nie zrobią. Możliwe, że następny wpis będzie o kolejnych celach. Chyba nie będą one już tam mierzalne, ale o tym później..

Kilka zdjęć z pulsometru. Pierwsza dyszka, oprócz tego, że przez kilka kilometrów trzeba było wyprzedzać była naprawdę spoko. Później tak w kratkę, ale obawiałem się, że średnie tempo wyjdzie sporo gorsze. Ostatnie dwa kilometry to trochę droga przez mękę, ale najważniejsze, że zakończona sukcesem.  Nogi same biegły, a ja myślałem, że to najdłuższe dwa kilometry mojego życia :)

2016-03-20 19_43_48-Analiza sesji – Polar Flow

2016-03-20 19_42_57-Analiza sesji – Polar Flow

2016-03-20 19_44_27-Analiza sesji – Polar Flow

2 comments

  1. Gratki!:) Fajnie, że udało Ci się zrealizować cel i wytrzymać – i treningi i końcówkę biegu. Ja może za rok na taki dystans się będę pisał;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *