koniec

To już jest koniec

A może i nie. Przyszło takie naturalne wygaszenie. Brak jakiejś weny, jeszcze mniej czasu. Czynny odpoczynek. Nie mówię, że już do pisania nie wrócę, ale chcę to robić wtedy, kiedy mam ochotę, a nie wtedy, kiedy trzeba. Przez bardzo długi czas, pomimo różnych utrudnień i wielu obowiązków praktykowałem bardzo ważną kwestię, o której wspominałem w pierwszym tekście. Przez to wiem, że nie ma takiej rzeczy, której nie jesteśmy w stanie wdrożyć w nasze życie. A systematyczność jest w tym kluczowa. Wiem też, że doba nie jest rozciągliwa. I że jeśli chcemy coś dodać, to musimy coś innego poświęcić. Jako, że spróbowałem, wiem już z czym to się je, to na ten moment poświęcę bloga. Nie wiem czy na miesiąc, czy na 20 lat. Jeszcze dwa miesiące temu pisałbym za wszelką cenę. Byle spełnić swoje postanowienie. Dzisiaj wiem, że pewnych rzeczy nie ma co na siłę robić. Ale nie wiedziałbym tego gdybym nie spróbował. Zabrzmi to trochę nieskromnie, ale tym właśnie się różnię od większości społeczeństwa. Oni mówią, że nie ma sensu, że po co, że nic na siłę, ale nawet nie spróbują. Teoretyzują. Życzę im żeby spróbowali. Nie ważne czy się uda, czy ludzie będą gadać. Ważne, że za 2, 5 czy 20 lat zamiast tej samej gadki w stylu: „a mogłem, a szkoda, a już za późno” będzie można spojrzeć w lustro z czystym sumieniem i doświadczeniem, którego nie zdobędzie się gadaniem.

Każdy koniec to inaczej początek.

2 comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *